Konflikty wewnętrzne, czyli dlaczego dokonywanie zmian bywa trudne

17 grudnia 2018 | Autor: Justyna Kaczmarczyk

Czemu zazwyczaj tak trudno jest nam wprowadzić zmiany w życie? Czemu niektórym przychodzi to łatwiej, a innym trudniej? Czemu niektórzy „utykają” w wiecznie nierozwiązanym konflikcie, gdzie z jednej strony są z jakiegoś aspektu swojego życia niezadowoleni, a z drugiej nie potrafią go zmienić? Czyżby za sukcesem wprowadzonej zmiany kryła się jakaś tajemnica?

Żeby mogła pojawić się w nas potrzeba zmiany, zazwyczaj musi wystąpić jakiś rodzaj rozczarowania, niezadowolenia stanem obecnym lub czucie pustki. Potrzeba zmiany jest więc wywołana dyskomfortem, cierpieniem, nieszczęściem, kryzysem czy brakiem. Są w naszym życiu etapy, kiedy – w sposób zupełnie naturalny – pojawiają się różne kryzysy rozwojowe przejawiające się w formie jakiegoś wewnętrznego zmagania pomiędzy czymś a czymś.  Np. młodzi dorośli – trafiający do mojego gabinetu – często zmagają się z konfliktem: zależność – niezależność. Z jednej strony chcą już być samodzielni, wyprowadzić się z domu, podejmować własne decyzje, kierując się swoimi potrzebami. A z drugiej strony są rodzice, mający wciąż duży wpływ na wybory swych dzieci, które – z powodu obaw związanych z rozczarowaniem, zawodem, brakiem akceptacji, wsparcia i pomocy – nie są w stanie podjąć zdecydowanych kroków. Również by nie narazić siebie i bliskich na przykrość i smutek, tym bardziej, że ciągle opinia rodziców jest dla nich bardzo ważna.

Oczywiście, rozmiar tego konfliktu jest sprawą bardzo indywidualną i dużo zależy od sposobu wychowania i wcześniejszego podejścia rodziców do samodzielności i autonomii dziecka. Żeby móc się rozwijać i przejść do kolejnego etapu życia, potrzebne jest pozytywne rozwiązanie takiego wewnętrznego dylematu. Pozytywne, czyli – w tym wypadku – przejście od etapu zależności do większej niezależności. Czasem zdarza się jednak tak, że „utykamy” na jakimś etapie i nie możemy przejść dalej. Rozwijamy kompetencje w innych dziedzinach, ale wciąż tkwi w nas ta nierozwiązana kwestia, co skutkuje np. tym, że dorosła, samodzielna kobieta nie jest w stanie powiedzieć swoim rodzicom o zmianie pracy na taką, która jej bardziej odpowiada z obawy o to, że nie spodoba się to rodzicom.

Nierozwiązany konflikt wewnętrzny polega na tym, że nie możemy się w sobie zdecydować, po której stronie dylematu się opowiedzieć. Dopóki nie zdecydujemy, zmiana nie nastąpi. Niby wydaje się to oczywiste, ale nawet dla mnie było odkrywczym to właśnie zdanie, które usłyszałam kiedyś od swojego superwizora. Niedawno z kolei rozmawiałam o tym z bliską mi osobą, a dialog poruszający tę kwestię wyglądał mniej więcej tak:

„Ja: Jak to robisz, że jesteś taki skuteczny we wprowadzaniu zmian.

Bliska Osoba: To nic trudnego, po prostu podejmuję decyzję o zmianie.

Ja: Ale przecież to nie jest takie proste. Zazwyczaj chcemy coś zmienić, lepiej się odżywiać, rzucić palenie, nie jeść słodyczy, więcej chodzić na basen itd., ale jest w nas też taka część, która to bojkotuje i w efekcie tych zmian nie wprowadzamy.

BO: To znaczy, że decyzja nie została podjęta”.

Co zrobić, kiedy decyzja nie została jeszcze podjęta? Kiedy jesteśmy na etapie przygotowywania się do zmiany, rozważania jej? Kiedy słyszmy w sobie różne głosy, które mają odmienne stanowiska? Spokojnie, to zupełnie normalne. Każdy z nas ma w sobie różne self, podosobowości, stany ego (w  różnych nurtach terapeutycznych nazywają się inaczej, ale oznaczają to samo). Często podczas spotkań z Klientami próbujemy te głosy wyodrębnić, nazwać, opisać, lepiej poznać. Zdarza się, że doprowadzamy do ich spotkania, dialogu (mamy na to specjalnie procedury). Podczas takich ćwiczeń Klient ma okazję lepiej poznać siebie, czasem lepiej usłyszeć, o co chodzi jednej ze stron jego wewnętrznego konfliktu, np. tej która wydaje się, że zmianę blokuje. I tak, np. Klientka, która jest niezadowolona ze swej figury, miała okazję przeprowadzić rozmowę między tą częścią, która chciałaby trzymać dietę i więcej ćwiczyć, a tą częścią, która nie chciała tego robić. Z takiego dialogu wyniknęło, że Klientka bardzo dużo od siebie wymaga i oczekuje, krytykując swe niedoskonałości, a tak naprawdę jest zmęczona i nie ma ani siły, ani ochoty katować się ćwiczeniami a jedzenie jest jednym z jej sposobów na sprawianie sobie przyjemności. Kiedy usłyszymy swój wewnętrzny głos, zobaczymy go, nazwiemy, wtedy łatwiej jest nam dojść do wewnętrznej zgody i porozumienia.

Taka zmiana, o której dzisiaj piszę, kojarzy się zazwyczaj z czymś pozytywnym, rozwojowym, z jakimś zyskiem i korzyścią dla nas. Przecież chcemy zmieniać się na lepsze, żyć zdrowiej, bardziej wydajnie. Zapominamy jednak często o tym, że zmiana wiąże się także z jakąś stratą, a to są przecież bolesne doświadczenia, kiedy rezygnujemy z naszego ulubionego nawyku, skutecznego dla nas sposobu regulowania swoich emocji albo dłuższej ilości snu na rzecz porannego biegania. Warto więc również przygotować się na takie odczucia.

Kończąc temat dokonywania zmian, zalecam bycie dla siebie łagodnym i wyrozumiałym, stawianie sobie celów realnych do osiągnięcia, zaplanowanie jak dana zmiana ma dokładnie przebiegać, przygotowanie się na pojawiające się pokusy i kryzysy. Proszę pamiętać o paradoksalnej teorii zmiany, która mówi, że zmiana może nadejść dopiero, kiedy zaakceptujemy stan obecny. 

Justyna Kaczmarczyk

 

O autorze

Pracuję z osobami dorosłymi. Specjalizuję się w pomocy osobom zmagającym się z lękiem, depresją, zaburzeniami obsesyjno- kompulsywnymi, objawami zaburzeń osobowości a także doświadczającymi braku akceptacji siebie, niskiej samooceny, przeżywającymi życiowe kryzysy czy trudności w relacjach z innymi osobami. Pracuję także przez Skype.
Jesteś u nas pierwszy raz?
Poznaj naszych specjalistów Jak pomagamy?


Potrzebujesz pomocy w wyborze specjalisty? Skontaktuj się z nami.

Kontakt

Śródmieście

ul. Marszałkowska 18 lokal 12 00-590 Warszawa (wejście na podwórze przy Marszałkowskiej 18, klatka 2, lokal 12)